Po pierwsze, film ten przywiódł mi na myśl inny, który oglądałam jakiś czas temu, a był to "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona". Tam Benjamin stawał się coraz młodszy, tutaj Adaline po prostu się nie starzeje. a te swoje 29 lat i już. Mają więc trochę wspólnego, choćby to, że tematem przewodnim jest wiek. Oczywiście, są to dwa różne filmy, jednak tak mi się skojarzyło...
"Wiek Adaline" to dobry film. Choć najbardziej poruszyło mnie nie cierpienie Adaline, jej smutek i samotność, czy choćby wątek miłosny. Z jakiegoś powodu największą uwagę wzbudziła we mnie córka Adaline. To musiało być straszne. Zarówno dla matki, jak i dla córki. Ta pierwsza musiała patrzeć, jak jej dziecko się starzeje, kiedy ona cały czas pozostawała młoda i piękna. Ta druga z kolei nie dość, że musiała żyć z dala od matki, bo ta zmuszona była cały czas uciekać, dodatkowo najprawdopodobniej czuła się dziwnie z myślą, że jej matka ją przeżyje. Straszne i okrutne.
Muszę przyznać, że do roli Adaline wybrali wyjątkowo piękną aktorkę. Idealnie pasowała mi do tej postaci. Była olśniewająca, elegancka, aż nie mogłam się na nią napatrzeć. Bardzo przykuwała uwagę.
Jedynie końcówka troszkę popsuła całość. Według mnie była odrobinę zbyt banalna. Jestem pewna, że można było wymyślić coś ciekawszego. Lecz mimo tego film podobał mi się.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz