Nie będę ukrywać, troszkę się zawiodłam.
Film mi się podobał, jednak końcówka zniszczyła wszystko.
Rozumiem zamysł. Wydaje mi się, że chciano pokazać losy ludzi, którzy zginęli w zamachu z 11 września. Tak, by ten kto oglądał film, poczuł, jak wielka to była tragedia. Że to nie tylko suche statystyki, ale życie stracili tam prawdziwi ludzie z krwi i kości, z własnymi problemami, którzy w żaden sposób nie spodziewali się tego, co nastąpi i w ogóle nie byli związani z niczym, co mogłoby do tego doprowadzić.
Nie spodziewałam się, jak ten film się zakończy. Nie miałam pojęcia, że będzie tam tak duże nawiązanie do zamachu. I powiem szczerze, końcówka nie poruszyła mnie, bo cały czas zastanawiałam się, co jest grane, co się tam dzieje?
Może i chciano uzyskać taki efekt zaskoczenia i dezorientacji, ale ja tego nie kupuję. Niestety, tym razem jestem na nie.
"Twój na zawsze" podoba mi się po odcięciu końcówki. Do tego momentu mogłabym go obejrzeć ponownie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz